Mikołajki w przedszkolu – jak ubrać dziecko, żeby wyglądało pięknie, ale czuło się swobodnie
Nie każde dziecko marzy o tiulowej sukience, rogatej opasce czy stroju elfa. Niektóre wolą być po prostu sobą, tylko w wersji świątecznej. Mikołajki w przedszkolu to nie pokaz kostiumów. To dzień pełen emocji, zabawy, tańca, nowych bodźców i radości. Dlatego ubranie powinno być nie tylko ładne. Powinno być życzliwe dla dziecka.
W dorosłym świecie świąteczne stylizacje często zaczynają się od wyglądu. W świecie dziecka - od samopoczucia. W przedszkolu podczas Mikołajek nie potrzeba idealnego przebrania, ale ubrania, które pozwala dziecku biec do sali, tańczyć z kolegami, usiąść na dywanie, przytulić się do misia, zjeść piernik, pomachać Mikołajowi, a potem zasnąć w samochodzie w drodze do domu. Świąteczna stylizacja dziecka nie ma ograniczać. Ma dodawać pewności, uśmiechu i swobody. Dla wielu dzieci Mikołajki to także dzień pełen bodźców. Pojawiają się nowe dźwięki, zapachy, dekoracje, oczekiwanie, niespodzianki. Dlatego ubranie nie może być jednym z tych bodźców, które rozpraszają, uwierają czy przeszkadzają. Ma działać jak miękka baza, czyli być wygodne, miękkie, przyjemne, ale z delikatnym, świątecznym akcentem, który sprawia, że dziecko czuje się wyjątkowo, ale nadal sobą.
Świątecznie, ale nie w przebraniu - czym różni się stylizacja od kostiumu w przedszkolu?
Dorośli lubią przebrania. Dzieci lubią być sobą. Mikołajkowe przebranie może wyglądać pięknie na zdjęciu, ale jeśli jest sztywne, drapie, zsuwa się z ramion, poci się w nim skóra albo nie da się w nim usiąść po turecku na dywanie, to dla dziecka nie jest strój na święto. To strój do przetrwania. Przedszkole nie jest wybiegiem mody ani sceną. To miejsce ruchu, zabawy, tańców, pierwszych rozmów, przytuleń, tupania, siedzenia na podłodze i chowania się za tiulową kurtyną w sali baletowej. Dziecko nie patrzy w lustro, żeby sprawdzić, jak wygląda. Dziecko patrzy po sali i zastanawia się, czy może usiąść z innymi, biec do Mikołaja, tańczyć, wtulić w nauczycielkę, kiedy zrobi się za głośno? Dlatego świąteczna stylizacja powinna nie tyle „robić wrażenie”, ile pozwalać doświadczać. Ma być miękka, elastyczna, nie rozpraszać. Nie szeleścić przy każdym ruchu. Nie drapać szyi. Nie zsuwać się podczas tańca. Nie wymagać ciągłego poprawiania. Ma być czymś więcej niż ubraniem - ma być bezpieczną bazą w dniu pełnym wrażeń. I jeśli przy okazji ma świąteczny kolor, delikatny haft, wstążkę lub subtelne nawiązanie do Mikołaja, to wystarczy. Bo dziecko nie potrzebuje rogu renifera, żeby poczuć magię. Potrzebuje swobody, bliskości i pewności, że w tym ubraniu może po prostu przeżyć ten dzień, tak, jak potrafi najlepiej.
Magia drobnych akcentów, czyli jak stworzyć świąteczny styl, nie tracąc wygody
Nie trzeba przebierać dziecka za elfa, aniołka ani renifera, by wyglądało świątecznie. Czasem wystarczy kolor. Czasem faktura. Czasem subtelny detal, który rozświetla całą stylizację - miękki kołnierzyk, delikatna kokarda, złote przeszycie na rękawie, guzik w kształcie gwiazdki, drobny haft w okolicy serca, co doskonale obrazuje dostępna w naszej ofercie sukienka dziewczęca z uszkami króliczka i kokardą. Dziecko nie nosi ozdób, ono odczuwa klimat, dlatego świąteczna stylizacja powinna być nie tyle tematyczna, co nastrojowa. Małe dzieci reagują na miękkość, ciepło i światło bardziej niż na typowe świąteczne symbole. Dotyk weluru przy nadgarstku daje im więcej emocji niż brokatowe rogi renifera. Delikatna haftowana gałązka na sukience albo po prostu - świąteczne skarpetki z kokardą założone do klasycznej spódniczki, tworzą więcej magii niż sztuczny śnieg naszyty na tiul. Buraczkowy, karmelowy, kremowy - te kolory przemawiają do dziecięcych emocji znacznie silniej, niż sztuczna czerwień z kreskówki. Dlatego świąteczna stylizacja nie musi być przebierana. Ma być subtelnie zimowa. Ciepła. Domowa. Miła. Świąteczny styl nie musi oznaczać „przebrania”. Może być po prostu wersją ulubionego ubrania dziecka, tylko odrobinę bardziej magiczną. Ta sama bluza, ale z miękkim lampasem. Ta sama sukienka, ale z pluszowym kołnierzykiem. Te same spodnie, ale w kolorze głębokiego granatu, który wygląda jak grudniowe niebo. Świąteczność można wpisać w ubranie nie przez kostium, ale przez nastrój. Bo prawdziwe Mikołajki dzieją się nie wtedy, gdy dziecko wygląda jak renifer.
Prawdziwe Mikołajki dzieją się wtedy, gdy może być sobą, tylko odrobinę bardziej świątecznie.


Jak ubrać dziecko na Mikołajki, by mogło tańczyć, siadać, turlać się i… przytulać Mikołaja
Dziecko nie spędza Mikołajek na krześle. Nie stoi równo w kolejce jak w szkolnym przedstawieniu. W rzeczywistości Mikołajki w przedszkolu to gonitwa, tańce, siadanie na dywanie, wstawanie, bieganie do okna, żeby sprawdzić, czy Mikołaj już jedzie, turlanie się ze śmiechu, chowanie się za kurtyną, pod stołem, w kąciku książek. Do tego nagłe przytulenie do pani, wspólny taniec, zasypianie w samochodzie lub ramionach mamy. Ubranie musi to wszystko unieść, nie blokując ani jednego ruchu. Dlatego najlepsza stylizacja na Mikołajki to nie „strój na uroczystość”, ale strój do przeżywania dnia. Spodnie, w których dziecko może kucnąć, usiąść po turecku, przebiec salę, wdrapać się na krzesełko, na przykład takie, jak dostępne w Babylette chłopięce spodnie w stylu cargo w zielonym kolorze. Sukienka, która nie podciąga się, nie zsuwa, nie wymaga poprawiania ramiączek. Bluza, która nie jest zbyt cienka, ale też nie za ciepła, jak na przykład dziewczęca bluza z cekinowym wzorem i falbankami - bo ciepło w emocjach to nie to samo, co ciepło w ruchu. Najlepsze ubranie na Mikołajki to takie, które nie przypomina dziecku, że ma je na sobie. Nie ogranicza, nie wymusza uwagi. Pozwala zapomnieć. Ubranie, które nie prosi o wyprostowaną postawę, nie szeleści, nie spada, nie uciska. Bo dziecko tego dnia robi mnóstwo ważnych rzeczy: słucha, biegnie, czeka na prezenty, zachwyca się, czasem się zawstydza. Bardziej niż elegancji potrzebuje wolności. I warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: dziecięce ubranie świąteczne nie musi być perfekcyjne. Ma być szczere. Nie dla zdjęcia, a dla przeżyć. Nie na pokaz, a na przytulenie. Bo Mikołaj doceni nie stroje, ale radość. I dziecko też.


Czapka Mikołaja, opaska renifera czy po prostu czerwona kokarda? Maluch też ma swój styl
Dzieci nie wybierają dodatków świątecznych tak jak my. Nie zastanawiają się, co lepiej wygląda na zdjęciu. Wybierają to, co chcą nosić. Czasem jest to puszysta czapka Mikołaja, która miło otula głowę i daje poczucie zabawy. Czasem miękka opaska z reniferowymi uszami, której można dotykać jak maskotki. A czasem - nic z tych rzeczy. Tylko czerwona spinka. Pasek. Guzik. Biała kokarda przypięta do ulubionej bluzy. Dziecko ma swój styl i nie zawsze jest to styl efektowny. Dzieci wysoko wrażliwe często nie tolerują opasek, które uciskają, ani czapek z brokatem, które kłują. Nie chcą, by coś odstawało, zwisało, ruszało się przy każdym ruchu. Dlatego zamiast przebierać dziecko „bo grupa tak się ubiera”, warto zapytać: co ono zaakceptuje? Co pozwoli mu nadal czuć się sobą, tylko w wersji świątecznej? Bo może być tak, że dziecko nie chce rogatych opasek ani stroju elfa, ale z radością założy prążkowane rajstopy dziecięce z kokardą . Może nie lubić czapki, ale przyjdzie do przedszkola w czerwonej prążkowanej bluzie dziewczęcej z długim rękawem. I nadal będzie wyglądało świątecznie. Tylko po swojemu. Nie każde dziecko chce się przebierać. Ale każde ma swój sposób na to, by poczuć wyjątkowość chwili. Czasem jest to czerwony guzik. Czasem miękka wstążka. Czasem ulubiona bluza, której dziecko nie chce zamienić nawet na najpiękniejszy strój renifera. A to też jest styl. Styl najważniejszy, bo zgodny z dzieckiem.


Emocje ważniejsze niż stylizacja – co dziecko pamięta po Mikołajkach?
Dziecko nie zapamięta, ile fal miał tiul ani czy jego sweterek był idealnie świąteczny. Nie przypomni sobie w przyszłości, czy kokarda była odpowiednio zawiązana. Ale zapamięta, że było mu ciepło, gdy siedziało na kolanach Mikołaja. Że mogło tańczyć bez ograniczeń. Że mogło usiąść na dywanie, kiedy robiło się głośno i intensywnie. Że mogło się przytulić, położyć, pobiec, złapać za rękę kolegę i poczuć, że to jest jego dzień - swobodny, pełen radości i dziecięcej autentyczności. Dzieci nie przeżywają Mikołajek „wizualnie”. One przeżywają je całym sobą. Skórą, sercem, emocją. Dlatego ubranie nie ma być głównym bohaterem. Ma być tłem, które nie przeszkadza przeżywać. Ma być jak ciepły kocyk - obecny, ale nienarzucający się. Ma pozwolić zapomnieć, że jest na ciele, bo właśnie wtedy emocje mogą płynąć naturalnie. Bo co dziecko zapamięta? Że ktoś trzymał je za rękę, gdy czekało na Mikołaja. Że głośna muzyka była trochę za głośna, ale można było się wtulić. Że brzuszek się trząsł ze śmiechu. Że dostało paczkę i biegło z nią tak szybko, że aż nie zauważyło, czy ramiączko się przekrzywiło. Że mogło być dzieckiem, a nie przebierańcem. I może właśnie na tym polega mądrość świątecznego ubierania dzieci. Nie chodzi o to, by wyglądały jak z reklamy. Chodzi o to, by czuły, że ten dzień należy do nich. A ubranie? Jeśli było wygodne, spokojne, miękkie - emocje mogły płynąć. I to jest najlepsza stylizacja na Mikołajki.
Autor: Luiza Luśtyk
Zostaw Komentarz